W tym poście nie będzie miło, ani sympatycznie. Będzie dosłownie, bez owijania w bawełnę. Rzecz dotyczy oczywiście praw zwierząt i powodów ich łamania.
Do jego napisania skłoniły nas dwie sprawy - sytuacja koni z Morskiego Oka i towarzyszące jej okoliczności oraz bardzo podobna historia rozgrywająca się na krakowskim rynku.
Wiadomo, że jak jest popyt to jest i podaż. W konsekwencji na każde zboczenie znajdzie się klient tak samo jak dla każdego zboczeńca znajdzie się ktoś, kto za pieniądze umożliwi mu realizację swoich zachcianek.
W takich właśnie kategoriach postrzegamy wszelkie dręczenie zwierzat ku uciesze gawiedzi.
Wiadomo też, że "lud tępy" kupi wszystko co wystawione będzie na sprzedaż. A im więcej chętnych, tym mniej wątpliwości dotyczących etycznej strony danego faktu. Skoro zatem wielu ludzi korzysta z fasiągów, nie zwracając uwagi na los koni, to znaczy, ze wszystko jest w jak najlepszym porządku. Tak samo z końmi sterczącymi w pełnym słońcu i czekającymi na pasażerów, żeby zrobić z nimi rundkę po starym mieście.
Tak samo mają kury na fermach, świnie i krowy w chlewach i oborach. To tylko zwierzę! Ma ludziom służyć! Po to bóg je stworzył!
Przecież jest oczywistością, że zwierzę nie czuje, nie myśli. Ze zwierzęciem, dzięki temu można zrobić to co chcemy. Wszak "bierzcie ziemię i czyńcie ją sobie poddaną". I ludzie biorą. I czynią. Aż nadto czynią i biorą. Bez opamiętania, bez umiaru. Głupio i kompletnie bezmyślnie.
Kiedy w Krakowie ktoś próbuje coś zmienić, wymyśla że może niech konie w największe upały pracują popołudniu i krócej, to zaraz taki wozak płacze, że zarobek straci, że pójdzie na bezrobocie biedaczyna.
Inny, od koni z Morskiego Oka, bez ogródek mówi, że zmienia konie co sezon, bo po cholerę ma bydlaki przez zimę utrzymywać. Po sezonie konie do rzeźni, a przed sezonem zawsze kupi następne. Jak dobrze polatają w sezonie to się zwrócą a i czapka dudków jeszcze zostanie. Na jesieni do rzeźni i tak w kółko.
Czy zgadzamy się, aby tacy ludzie wozili turystów w najpiękniejszych i najbardziej znanych miejscach w Polsce? Czy zgadzamy się, aby tacy ludzie byli nas Polaków wizytówką? Aby na ich przykładzie świat wyrabiał sobie o nas opinię? NIE i jeszcze raz nie!!!
Czy, natomiast, ludzie korzystający z tych "atrakcji" to istoty myślące? Czy bezrefleksyjni głupcy? Dlaczego mimo zła, które widzą na własne oczy i o którym ciągle się mówi, wciąż znajdują się chętni na "przejażdżkę"? Odpowiedź jest prosta. Wielu ludzi to debile. Kompletni!
Tylko w sierpniu umarły dwa konie na trasie do morskiego Oka. Wczoraj jeden zasłabł, ale w końcu się podniósł. Pewnie niebawem trafi rzeźni. W lipcu i czerwcu było podobnie. Czy podróż do Morskiego Oka jest warta śmierci tych pięknych zwierząt? Czy w porządku jest bawić się ich kosztem?
Fiakrzy to ludzie wyprani z uczuć i szacunku dla innych istot, innych ludzi także. Tak jak wszyscy, którzy fatalnie traktują zwierzęta. Nie od dziś miarą człowieczeństwa jest stopień współodczuwania, wrażliwość na los innych ludzi, czy zwierząt. Fiakrzy nie mają o tym pojęcia. Dla nich bogiem jest kasa. Oni nigdy nie zrozumieją zła jakie wyrządzają nie tylko zwierzętom ,ale także ludziom wrażliwym.
Postępowanie fiakrów jednak można zrozumieć, ot wiejski prymityw, który nie skończył szkoły, nie nauczył się jakiegoś zawodu, a czerpanie zysku z pracy zwierząt wyssał z mlekiem matki.
Ale co można powiedzieć o ich klientach? Ludzie dorośli, nierzadko wykształceni, pracujący na stanowiskach, potrafiący czytać i pisać. I co? Głupcy, tak samo prymitywni jak tamci! Inni tam lezą to też wsiądę. Wszyscy żrą niezdrowe pseudowędliny z barbarzyńsko zabijanych zwierząt, to i ja zjem.
Głupota jest najważniejszym czynnikiem wywołującym zło. Gdyby człowiek częściej się zastanawiał nad otaczającym go światem, to zła byłoby zdecydowanie mniej.
Jak się jednak okazuje dla wielu myślenie to zbyt skomplikowany proces. Może nawet bolesny. Przeczytać artykuł w gazecie, czy obejrzeć reportaż w tv i zrozumieć o co w nim chodziło to wysiłek niemożliwy do podjęcia. Lepiej siedzieć i tępo gapić się w ekran, albo ścianę, niż choć przez chwilę pomyśleć, co się narobiło.
Jadę w Tatry, korzystam z fasiągu, umiera koń. Moja wina. To przez moje zachcianki umarło i cierpiało zwierzę.
Tak samo wszędzie. Podejmujemy różne działania, a każde z nich wywołuje jakiś skutek. Nierzadko tragiczny.
Pomyślmy o tym póki jeszcze jest na to czas. Zanim pewnego dnia obudzimy się w świecie skolonizowanym przez plastikowe, człekopodobne stwory, wyprane z uczuć, pędzące jedynie ślepo ku zaspokojeniu własnych potrzeb.
Na koniec garść linków, z których warto skorzystać, a nawet puścić dalej w obieg.
http://www.facebook.com/RatujmyKonieZMorskiegoOka?ref=ts
http://www.gazetakrakowska.pl/artykul/650551,turysci-nie-chca-by-konie-sie-pocily-interwencja,id,t.html
http://www.dziennikpolski24.pl/pl/region/miasto-krakow/1230106-przerwijmy-meczarnie-dorozkarskich-koni.html,,0:pag:2#nav0